Gdy s ysz odmienianeprzez wszystkie przypadki przez polityk w (a za nimi rozpolitykowane masy) s owo "pijar" ("to czysty pijar", "z ca ym tym pijarem", "za du o pijaru" itp.), to, przyznam szczerze, e zadowolony nie jestem. Bo jaki jest kontekst takich komentarzy? Oczywi cie przewa nie z y, gdy najcz ciej PR to PR czarny, a generalnie chodzi o tani propagand i bezczelne wciskanie kitu. Tymczasem nie ma to nic wsp lnego ze zwyczajnym, prawdziwym PR-em. Czyli Public Relations. Czyli SZTUK zarz dzania relacjami z ca ym wiatem zewn trznym (gdy wn trze to nasza organizacja - korporacja, fundacja, firma, klub, instytucja). Sztuk komunikowania si nie tylko z klientami obecnymi i potencjalnymi, ale i te partnerami biznesowymi, dziennikarzami, blogerami, czy... hejterami.
I w a nie tak postrzega bym PR. Jako narz dzie co prawda b d ce jednym z element w komunikacji marketingowej, ale te stworzone niejako do cel w wy szych (dwustronne komunikowanie si , a nie jednokierunkowa promocja czy reklama). I taki PR jest kategori sam w sobie - czym z pogranicza rzemios a i artyzmu w danej dziedzinie, kt ra jest bardzo mi kka, a przez to i bardzo trudno policzalna, co coraz trudniejsze do uwierzenia w dobie wszechobecnie dominuj cego modelu performance. Pyta PR-owca o to ile "zdob dzie" w ci gu miesi ca publikacji prasowych mo na. Dlaczego nie. Tak samo jak mo na pyta dziennikarza o to ile publikacji o polityku X planuje do ko ca roku. Nauczycie si jako z takimi pytaniami y . Kwestia czy postawicie na liczb publikacji czy na ich jako . Czy zam czycie dziennikarzy, eby t liczb , jak to si adnie m wi w bran y "dowie ", ale aden z nich ju telefonu od Was nie odbierze, czy te wykonacie za o one cele w taki spos b, eby Wasze kontakty z mediami by y naprawd partnerskie, z korzy ci i dla Was i dla dziennikarzy.
PR mo e mie wiele r nych twarzy. Mo na by PR-owcem w du ej korporacji lub redniej firmie, mo na by accountem w du ej agencji PR, freelancerem, lub za o y w asny butik PR-owy. Pracuj c w korporacji mo na by cz ci dzia u marketingu lub bezpo rednio wsp pracowa z zarz dem i tak dalej i tak dalej - niby to ci gle ten sam zaw d, ale w ka dej z tych ods on bardzo r ny i wi cy si z r nymi zadaniami. Tak wi c na nud jako PR-owcy nie b dziecie narzeka , raczej od czasu do czasu na nadmiar emocji. Ale to w sumie kolejny du y plus tego zawodu. B dziecie te spotyka du o ludzi, od kt rych je li tylko intuicja Wam podpowie, e warto, te si uczcie. Uczcie si te na b dach, ale pope niajcie je tylko raz.